Blog
Praxis
Kamil G.
Kamil G. Adept
10 obserwujących 331 notek 351173 odsłony
Kamil G., 8 kwietnia 2017 r.

Po debacie - impresja o sztuce politycznej

1255 47 1 A A A

Jak osiągnąć sukces polityczny? Otóż sztuka polega na wiarygodnym odzwierciedleniu swoich wyborców. Należy wybrać elektorat o możliwie największej liczebności, a następnie powielać jego kolektywny charakter, co na ogół wiąże się z koniecznością udawania kogoś głupszego niż się jest w rzeczywistości. W ustroju demokratycznym zręczny polityk musi być świetnym aktorem. Nie jest wcale proste zejście do poziomu świadomości przeciętnej; niemałej inteligencji potrzeba, aby wypaść autentycznie w roli reprezentanta ciemnego ludu. Odwzorowanie zarówno sfery wewnętrznej (np. wyobrażeń, planów, moralności) jak i świata zewnętrznego (postawy, mowy, gestów itd.) wymaga tym większego poświęcenia, im dalszy rozziew pomiędzy kondycją grupy docelowej a potencjalnym wybrańcem.

Wiadomo, że wszelka popularność jednostki, niezależnie od uprawianej dziedziny, może wynikać z upodlenia lub transcendencji tej osoby. Zazwyczaj drugi przypadek zachodzi w sztuce i sporcie, jednak w polityce (podobnie jak w show-biznesie) laury i zaszczyty przypadają zazwyczaj tym, którzy dla zyskania sympatii potrafią wartość swej natury publicznie „zrównać w dół”, czasem bardzo radykalnie. Stąd bierze źródło skrywana pogarda w stosunku do własnego zaplecza, nader częsta u tego rodzaju ludzi sukcesu. Ich wyższa świadomość wstydzi się żerowania na niskim instynkcie, mimowolnie lekceważy więc uzyskaną w ten sposób aprobatę tłumów. Gorzka wiedza o realnej jakości osiągnięcia, o zastosowanej metodzie, jest kosztem ponoszonym przez każdego wybitnego człowieka. Zwłaszcza polityk wybitnego formatu ma prawo, a wręcz obowiązek gardzenia systemem zmuszającym do kokietowania mierności, zarazem korzysta zeń właśnie dbając o mierność – czyli o żywotny interes swego elektoratu. Posługuje się w tym celu kłamstwem, mami lud obietnicami; dopiero kuluary są miejscem, gdzie można poznać jego prawdziwą wielkość.

Obarczona tęższym umysłem, ambitna osobowość jest poniekąd niczym opiekun dziecka lub człowieka ociężałego intelektualnie: jakkolwiek przedstawi świat podopiecznemu – gros decyzji musi podejmować niezależnie od jego woli, wbrew jego zdaniu. Choć w "dorosłej i zdrowej" polityce wydaje się to wysoce niemoralne (i zapewne takie jest), właśnie na tym polega odpowiedzialność decydentów (wszystkich przywódców, liderów grup społecznych, którzy wybierani są w głosowaniu). Jedynie na tej zasadzie może funkcjonować „demokratyczna sprawiedliwość”, że wynika z oczywistej nieuczciwości wobec „suwerena”, czyli niższych warstw w hierarchii. Z wielkim nieszczęściem mamy bowiem do czynienia zawsze, gdy w życiu politycznym kraju zaczyna rozstrzygać szczerość; kiedy nie daj Boże zdarza się wypadek zbieżności mentalnej reprezentantów z wyborcami.Słowa odpowiadają wtedy myślom i wcielane są w życie – a to, co słychać z mównicy sejmowej jest wyrazem faktycznego oglądu rzeczywistości, faktycznej koncepcji państwa i jego rozwoju.

Bez wątpienia brzmi to przyjemnie dla słoniowego, plebejskiego ucha. Dopóki jednak nie uda się zaprowadzić utopijnego porządku absolutnej równości między ludźmi, dopóty każde państwo, któremu przewodzą figury odpowiadające (równe) przeciętnej wartości społeczeństwa, jest ono skazane na bezwład dryfowania. W takiej sytuacji jest dziś nasza Polska; na pełnym morzu, bez mapy i nawigacji, bez zwykłego żyroskopu czy kompasu, intuicyjnie zmierzająca w bliżej nieokreślonym kierunku – bo kapitan i oficerowie dowodzą z perspektywy galerników pod pokładem. Identyczne mają rozeznanie i kompetencje; panuje wśród nich także szczery zamiar, aby do celu dotrzeć prędko i bezpiecznie. A ileż ciekawych pomysłów! – „Na horyzoncie pusto, tymczasem dokonajmy więc dobrej zmiany w wiosłowaniu, przywróćmy godność wedle obietnicy, niech lżej wszystkim będzie” – rzeczą do załogi. Na takie dictum część wiwatuje, część podnosi bunt, a reszta nie zwraca uwagi. Odtąd począwszy sceptycy i obojętni wiosłują jak dawniej, entuzjaści w przeciwną stronę, a cyników zaangażowanie w nonsensowny wysiłek maleje niemal do zera.

„Płyniemy” zatem sobie, tak dookoła własnej osi, zanim kto wybitny nie wzgardzi jałowością tego rejsu i podstępem skłoni narodową przeciętność do refleksji, że może warto skorzystać z masztu, rozwinąć żagle, a kierunek wyznaczyć na podstawie gwiazd. I wyrzuci za burtę kapitana ten ‘wyjątek od miernej reguły’, jego oficerów zaś uczyni majtkami, a pozostałym załogantom wyznaczy tyle obowiązków, żeby pożałowali durnego eksperymentowania, kiedy zdani są na łaskę żywiołu. – „Chcecie władzy bliskiej człowiekowi, współczującej, która wasze potrzeby nad wyższe zadania przedłoży? O, biedni prostaczkowie, jakże mnie mierzi wasza ignorancja! Pora się więc nauczyć sztuki latania – inaczej wszyscy utoniemy”. Oto słowa na miarę prawdziwego męża stanu, których zabrakło podczas wczorajszej debaty. Ale mniejsza ze słowami, niechby wciąż toporne były i populistyczne. Jeśli tylko czynami bzdurom tym zaprzeczyć…

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Polityka